Szwajcaria 2009 - muuuuuuu iha iha iha iha pfrfrfr
Spis artykułów
- Szwajcaria 2009
- Fahren nach Schweiz
- Z czterech na dwa
- Szwajcarska gościnność
- Każdy ma swój Sosnowiec
- muuuuuuu iha iha iha iha pfrfrfr
- MeeeeBeeee.... agroturystyki ciąg dalszy
- Hardcory 2009 czas zacząć
- Grimselpass
- Furkapass
- Pasta gaz, Where buy, How cost
- „AAAA, ALOOO!, HALOOO!, ALOOOOOO!”
- Precz z komerchą!
- I ty zostaniesz czy lider.com
- Byle do Rorschach
- Limit pogodowy wyczerpany
Rano pogoda nas niczym nie zaskakuje. Na placu zabaw tylko my i nasze rumaki. Wszystko stoi na swoim miejscu. Na śniadanie kaszka dla niemowlaków z czekoladą i bananem (tym razem do 12 miesięcy). W smaku nie widzę żadnej różnicy. Może trzeba jeść bez dodatków. Zbieramy się jak zwykle o godzinę za długo. Pierwszy to ja jestem gotowy do odjazdu i z nudów oglądam co Ducka tak długo robi, że zawsze jest ostatni. Brak jakichkolwiek wniosków. Chyba układa skarpetki w sakwie według zapachu i nigdy mu się nie zgadza :). Wyjeżdżamy około godz 10. do "SO" jak Solothurn. Tutaj pozytywne zaskoczenie. Stolica kantonu zdecydowanie nie pasuje do reszty. Miasto bardzo ciekawe. Nasze zwiedzanie miasta tradycyjnie zaczynamy od zakupów w Coop. Dużą zaletą tej sieci marketów jest fakt, że asortyment i ceny produktów są takie same w całym kraju. Najbardziej korzysta na tym Wodnik, bo optymalizuje się jego czas oczekiwania na nas z 1h na 58,5min :). W Coop tradycyjnie poszukujemy panią, która przykleja nasze ulubione pomarańczowe nalepki "50% gunstiger". Dzisiaj przeceniona jest rolada rodzinna. Kupujemy podstawowe produkty naszej diety: chleb, makaron, ser, sos + extra: rolada rodzinna. Koło marketu zagaduje nas jeszcze jakaś pani w języku paraangielskim: "you from... you from....?" Wydaje się proste, ale zakapowałem dopiero po 10 sekundach. No to jeszcze fotka w centrum i jedziemy dalej w poszukiwaniu miejscówki do zjedzenia. Tym razem instalujemy się w parku na ławce nad rzeką. Gotujemy nasze specjały. W międzyczasie pojawia się towarzystwo. Jakaś grupa starców na wózkach inwalidzkich razem z opiekunami. Bacznie przyglądają się kuchni mistrzów, zbierając szprymy, głośno komentując wszystko co się dzieje. Trochę sjesty i wyruszamy na Biel. Jest około godz 18. Zastanawiamy się czy nocować przed, czy za Biel. W końcu Wela zagaduje naszym standardowym tekstem pewną obywatelkę przbywającą na ogródku:
"Guten abend. Wir haben eine frage. Koennten wir auf Ihren Hofunsere Zelte ausschlagen?"
Stanowczym głosem słyszymy "Nein" i wykład na temat surowych kar za taki proceder. No cóż, zostało podziękować za "cenne" uwagi i zapytać kogoś za zakrętem. Niestety Szwajcaria to taki dziwny kraj, że ładna pogoda jakoś nie mobilizuje lokalnych ludzi do przebywania na świeżym powietrzu. Jedziemy kilka kilometrów i nic, a właściwie to jesteśmy już w Biel. Jak się okazuje jest to miasto na pograniczu Szwajcarii niemiecko i francuskojęzycznej. Reklamy i napisy w mieście występują w dwóch językach. Warto zatem poza "Butem w Mordem" znać jeszcze francuskie "Bążur". Biel nie przypada mi za bardzo do gustu, jakieś takie jest zbyt nowoczesne, dużo bloków. W sumie nie ma czasu się zatrzymywać tutaj. Podczas jazdy przez miasto niepokoi mnie murzyn, który jakoś dziwnie blisko jedzie na rowerze za naszą eskapadą od jakiegoś czasu. Co chwile kukam na niego. Dojeżdżamy do świateł. Jest czerwone, chcemy jechać prosto, murzyn dalej stoi za nami. Arni informuje, że na złym pasie stoimy. Ustawiamy się na skręt w lewo. Murzyn też. No no... czyżby miał ochotę na nasz aluminiowy garniec? Zapomniałem przecież, że w kieszonkach w koszulce mam aparat i komórę. Schowałem sprzęty w inne miejsce i przy następnym zakręcie murzyn pojechał sobie w swoją stronę. Sorry bambo :( tym razem ci się nie udało :).
Wyjeżdżamy z Biel, droga prowadzi wzdłuż jeziora Biel. Same kampingi, ogródki działkowe i kąpieliska. Mnóstwo turystów, którzy bardzo dziwnie się na nas gapią. Na pełnym gazie zmywamy się stąd. Ekipa robi się już marudna. Każdy ma swój pomysł na dzisiejszy nocleg. Mobilizuję wszystkich do dalszej jazdy, aż odjedziemy od wybrzeża. Jedziemy jakieś 10km wzdłuż brzegu i wreszcie odbijamy w stronę Berna zgodnie ze ścieżką nr 8. Mamy przedsmak przełęczy. Może jakieś 2km dość stromego podjazdu i widzimy z Welą fajną miejscówkę. Elegancko wykoszona trawa obok posesji, na której pasą się 2 osły. Na balkonie obywatelka wystawia pranie na suszarkę. Spoglądając na nas od razu było widać, że jest pozytywnie nastawiona do turystów takich jak my. Czekamy na resztę. Nikt nie ma obiekcji co do miejscówy, tym bardziej, że jak co, to mamy security w postaci 2 osłów. Ducka z Welą podbijają do właścicielki i recytują nasze standardowe 3 zdania przetrwania. Osioł natychmiastowo zawył ze śmiechu "muuuuuuu iha iha iha iha pfrfrfrfr". Sympatyczna pani mówi, że musi się zapytać. Okazuje się, że nasza upatrzona miejscówka to dojazd do pola, ale właścicielka proponuje nam miejsce w zagrodzie tam, gdzie obecnie przebywają osły. Oczywiście korzystamy z okazji i rozbijamy nasze namioty w zagrodzie, bo uprzednim wygonieniu osłów w niewielkie ogrodzenie obok garażu. W sumie na pastwisku niewiele się zmieniło - były 2 osły, a teraz jest 5 :). Wokoło pasie się stado krów, a my mamy widok na Alpy.
Dzisiaj na kolację szef kuchni poleca chińską zupkę czyli defakto makaron z pracowni chemicznej rozcieńczony wodą. Jak zwykle przy gotowaniu każdy wtrąca mi się do gara ze swoimi genialnymi sprawdzonymi pomysłami. Wela, po raz kolejny, obawia się, że dostanie przez to czkawki.
Za jakąś godzinę zjawiają się gospodarze i wręczają nam 2 flaszki wina. Tak po prostu. Pytają się skąd jesteśmy, skąd i dokąd jedziemy. Wino znika błyskawicznie. Idziemy spać. Jest ciepło, więc mamy rozłożony tylko tropik. W nocy zbiera się dość mocny wiatr. Nie za bardzo umiem zasnąć, bo naokoło krowy dzwonią dzwonkami jak ministranci podczas treningów, a zazdrosny osioł cały czas klepie kopytami obserwując nasz namiot i systematycznie co jakiś czas, wydaje swój oryginalny okrzyk. Najwyraźniej nie podoba mu się konkurencja która opanowała jego pole. Nawet dostał OPR od właścicielki, ale i to nie skutkuje.
| Dystans | Czas jazdy | Prędkość średnia |
| 89km | 4h 50m | 18,5km/h |
Arni rules!
Poniedziałek 11 Styczeń 2010 8:47:12 pm
duckas