Szwajcaria 2009 - Z czterech na dwa
Spis artykułów
- Szwajcaria 2009
- Fahren nach Schweiz
- Z czterech na dwa
- Szwajcarska gościnność
- Każdy ma swój Sosnowiec
- muuuuuuu iha iha iha iha pfrfrfr
- MeeeeBeeee.... agroturystyki ciąg dalszy
- Hardcory 2009 czas zacząć
- Grimselpass
- Furkapass
- Pasta gaz, Where buy, How cost
- „AAAA, ALOOO!, HALOOO!, ALOOOOOO!”
- Precz z komerchą!
- I ty zostaniesz czy lider.com
- Byle do Rorschach
- Limit pogodowy wyczerpany
Wstajemy około godz 9. Niebo bezchmurne. Ciąg dalszy pakowania, a raczej przepakowywania. Tym razem zawalamy parking koło Music Schule naszymi gratami. W międzyczasie rozmawiamy z Ralphem. Jak się okazuje Ralph również jeździ na rowerze i jak prawie każdy Szwajcar był na podróży rowerowej po Szwajcarii. Świetnie się składa, bo Ralph pożycza nam przewodniki, mapę rowerową Szwajcarii, pająk na bagażnik i zapasową butlę gazową. W końcu czas żeby się przesiąść z czterech kółek na dwa, a raczej z ośmiu na dziesięć. Obładowani wyjeżdżamy w trasę. Pod względem ilości bagażu wyróżnia się tylko Wodnik, który w sakwach wozi swój przenośny sklep spożywczy Made in Poland, a zawinięte karimaty na górze wyglądają ja działo odrzutowca. Pod względem nietypowego bagażu wyróżnia się zdecydowanie mój rower z aluminiowym (99,5%) garnkiem na pace. Garnek ten ma już swoją historię - pamięta jeszcze czasy Gierka. Za komuny nie było co do niego włożyć, potem długo służył w garażu jako pojemnik na gwoździe, ale i dla niego przyszły lepsze czasy – pojechał na wakacje do Szwajcarii ;). Jego niepodważalną zaletą jest jego waga. Poza tym ma chyba same wady.
Zaraz po wyjechaniu na drogę kierowcy samochodów pokazują nam, że mamy zjechać na ścieżkę rowerową. Wszystko spokojnie, bez klaksonu i wiązanek zza okna. Arni jest prezesem wyprawy. On jest naszym przewodnikiem, on ustala trasę.
Wjeżdżamy na krajową drogę rowerową nr 2 w kierunku Basel. Ścieżka początkowo prowadzi wzdłuż wybrzeża jeziora bodeńskiego. Jedzie się łatwo i przyjemnie, bo praktycznie brak jakichkolwiek wzniesień. Od razu co się rzuca w oczy, to liczba rowerzystów. Całe rodziny na wycieczkach rowerowych do standard. Dzieci z sakwami na bagażniku czy dziadkowie pocinający na kolarzówkach to nic dziwnego. Wszyscy na twarzy mają wkomponowany banan i mijając innych użytkowników ścieżki pingują swoim lokalnym pozdrowieniem, które wydaje mi się za każdym razem wypowiedziane w innym wariancie. Po krótkim przeglądzie velosów poruszających się po Szwajcarskich ścieżkach, jestem już pewny, że poruszam się na egzotycznym gatunku klasy złom, co oczywiście mnie cieszy, bo już nie muszę żałować, że nie wziąłem zapięcia-kłódki.
Po drodze kąpiemy się w Untersee. Docieramy w końcu do niewielkiego miasteczka Staim am Rhein. Dość ciekawa architektura zachęca nas do pozostania tu dłużej. Co robimy? Ja chcę się położyć nad rzeką, Wela forsuję opcję "piwo w knajpie" na rynku, Ducka przychyla się do tej propozycji, Arni chce jechać dalej, Wodnikowi wszystko jedno. No i co teraz? Każdy udowadnia, że jego plan jest najlepszy, każdy ma najlepszy pomysł (no oprócz Wodnika:). Pomimo, że jest nas tylko 5 generujemy największy poziom szumu w mieście ;) W końcu wygrywa opcja knajpa. Czujemy się jak burżuje - w końcu nie każdego stać na piwo w szwajcarskiej knajpie. Piwo wypite, zaczyna się robić ciemno, a tu trzeba szukać miejscówki do spania. Jedziemy i szukamy jakiegoś fajnego kawałka placu do zamelinowania się na nadchodzącą noc. Długo długo nic, aż w końcu widzimy jakąś zalesioną górkę z daleka. Wspinamy się tam na naszych rumakach. Właściwie to już nic nie widać, a do tego co 200m Wela oznajmia, że już dalej nie ma ochoty jechać. Na łące nie, bo widok centralnie na miasto. Na drodze to też nie najszczęśliwszy pomysł, więc została ostatnia nieciekawa opcja - las.
Jest godz. 23 rozbijamy nasze namioty, gotujemy makaron i idziemy spać. W nocy straszą jakieś zlatujące szyszki, podłoże też nie należy do wygodnych. Trochę lipa.
| Dystans | Czas jazdy | Prędkość średnia |
| 95km | 5h 17m | 17,9km/h |
Arni rules!
Poniedziałek 11 Styczeń 2010 8:47:12 pm
duckas