Szwajcaria 2009 - Precz z komerchą!
Spis artykułów
- Szwajcaria 2009
- Fahren nach Schweiz
- Z czterech na dwa
- Szwajcarska gościnność
- Każdy ma swój Sosnowiec
- muuuuuuu iha iha iha iha pfrfrfr
- MeeeeBeeee.... agroturystyki ciąg dalszy
- Hardcory 2009 czas zacząć
- Grimselpass
- Furkapass
- Pasta gaz, Where buy, How cost
- „AAAA, ALOOO!, HALOOO!, ALOOOOOO!”
- Precz z komerchą!
- I ty zostaniesz czy lider.com
- Byle do Rorschach
- Limit pogodowy wyczerpany
Dzisiaj zapowiada się kolejny upalny dzień. Dzisiaj pada propozycja, żeby zmienić trochę trasę i pojechać nad Caumasee. Arni przed wyjazdem, znalazł w internecie, że jeziorko to jest warte zobaczenia. Mamy dużo czasu, więc wycieczka fakultatywna jest całkiem pożądana. Trzeba zjechać w dolinę, a potem wyjechać do Flims. Jak na razie cały czas jedziemy w dół, zatrzymujemy się chwilowo na parkingu, żeby upewnić się czy nie trzeba gdzieś skręcić. Jeszcze nie zdążyliśmy wyciągnąć mapy, a już przy nas pojawia się kolejny student z ankietą. Mówimy, że wypełnialiśmy już taką ankietę, ale on nie daje za wygraną, bo przecież to już inny region. Argument, że nie mamy czasu też jest za słaby. Ankieter zbiera od nas adresy e-mail i prosi żeby wypełnić ankietę po powrocie do domu. Przy okazji pytamy się czy warto jechać na Caumasee (46.819888,9.296009). Ankieter zapewnia nas, że warto, że jest to jedno z najpiękniejszych miejsc w kraju. Teraz jesteśmy już przekonani na 100%, że trzeba to zaliczyć. Zjeżdżamy w dolinę, tam Wodnik zalicza error w dętce. Usterka ta sama co ostatnio. Rutynowa naprawa i jedziemy dalej. Jedziemy wzdłuż skał, z drugiej strony przełom Renu. Widoki ciekawe, nie wiem gdzie się Wela tak śpieszy, w każdym razie jest daleko z przodu – może nie chce z nami pozować do zdjęć? Kilka kilometrów dalej Wodnik po raz kolejny łata dętkę. Tym razem poleciały 2 szprychy w tylnym kole. To jest punkt przełomowy. Ten który chciał jechać zawsze i wszędzie, teraz najchętniej by chciał jechać po autostradzie do Rorschach. My nie odpuszczamy, przecież Caumasee jest ponoć super. Wodnik w ramach odciążania swojego bagażu oddaje namiot Weli i kontynuujemy zamierzoną trasę. Droga do Flims nie należy do przyjemnych. W pełnym słońcu, wzniesienie około 10% i po głównej drodze. Po kilku zakrętach Wela dosyć mocno daje do zrozumienia, że nie ma ochoty na dalszą męczarnie. Wyraźnie widać, że namiot swoje waży. Wela stawia duże opory, ale w końcu daje się przekonać. Flims to miasto wysoko położone, otoczone z wszystkich stron górami. Oczywiście hotel na hotelu, ale nie ma co się dziwić. Sezon tutaj trwa cały rok. Szukamy Caumasee. Okazuje się, że trzeba przejechać na drugą stronę miasta. Pytamy kliku przechodniów i już za chwilę jesteśmy na wielkim parkingu obok lasu. Tłumy ludzi... można by się tego spodziewać widząc podnietę Szwajcarów na to jeziorko. Wjeżdżamy do lasu, a tu winda! Zjazd w dół kosztuje 5CHF. Na szczęście jest alternatywa. Po wąskich stromych ścieżkach, zsuwamy się w dół omijając całe gromady ludzi. I co? Na dole widok na jezioro zasłania szyld „Kasse”, a przy niej kolejka jak do rejestracji w polskiej służbie zdrowia, z taką różnicą, że nikt nikogo nie wyzywa i nie wciska się do kolejki. Wstęp na teren kąpieliska to jedyne 9 Franków. Całe jezioro jest ogrodzone, a w kilku miejscach nieciągłości płotu występuje znak sugerujący zakaz kąpieli. Tam rozkładamy manatki i gotujemy obiad. Dzisiaj dla odmiany mamy makaron z sosem słodko-kwaśnym. Tak Wela... ty to miałeś rację. Pomysł, żeby tu przyjechać był zdecydowanie poroniony. Nadrobiliśmy tyle kilometrów, tyle potu i mamy się nie wykąpać? Nie ma bata!. Najwyżej będziemy mieć pamiątkowy mandacik :) Ja z Arnim i z Ducką szybko przebieramy się i ładujemy do wody. Temperatura idealna – o to chodziło. 2 nury, 3 okrzyki „oł jeee” i z powrotem na brzeg. Weli i Wodnikowi zrobiło się w tym momencie żal. Za chwilę ich tyłki już też moczyły się w Caumasee. Cel podróży zaliczony – wracamy na ścieżkę. Przy wyjeździe korzystamy jeszcze z toalety obok placu zabaw. Tam rodzice grillują , a dzieci szwendrają się naokoło placu. Mam wrażenie, że rodzice nie pokazali im do czego służą poszczególne obiekty zainstalowane specjalnie dla nich w tym miejscu. Postanawiamy nie tylko nadrobić zaległości z dzieciństwa, ale przede wszystkim pokazać dzieciom do czego służy plac zabaw i jak się bawią stare konie. Kilka rundek na tyrolce i już się dorwać do niej nie dało - dzieci skutecznie opanowały ten biznes. Jak byłem mały, nawet nie marzyłem o takich bajerach. Ino skrzypiące huśtawki i karuzele. Droga powrotna z Flims to czysta frajda - kilkanaście kilometrów środkiem drogi z prędkością 60km/h. Znów czeka nas codzienna procedura poszukiwania noclegu.
Jedziemy wzdłuż Renu w stronę Chur. Przy samej rzece nie bardzo jest gdzie, a poza tym to jest blisko autostrady. Wjeżdżamy do wioski i szukamy dobrego miejsca. Ludzie widzą, że za bardzo nie wiemy gdzie jechać, więc od razu udzielają nam wskazówek w którą stronę do którego miasta. Znajdujemy gospodarstwo, gdzie jeszcze widać ludzi, ale na nasz widok uciekają do magazynu. Wjeżdżamy w tereny mniej zurbanizowane – polna droga i gdzieś w oddali dom. Widzimy nawet jakieś namioty obok. Pytamy właścicielkę o możliwość rozbicia namiotu, jednak stanowczo z 30metrów słyszymy „Nein Verboten, Alles Verboten”. Jakoś ostatnio jakość ludzi się pogorszyła, więc decydujemy się rozbić na dziko. Kawałek odjeżdżamy i już miasta nie widać. Między drzewami stoi jakaś mała buda, a obok wiata. Pod przydaszeniem są 2 stoły, a całego interesu pilnuje zestaw krasnoludków na półce. Na „suficie” znajdują się kolorowe lampy, w sam raz na disco. Śledzimy kable i znajdujemy gniazdko. Niestety, prądu brak. Z ulotek wywieszonych obok wynika, że jest to strzelnica. Ludzie się tu nie kręcą, więc będzie to nasz dom na dzisiejszą noc. Ja z Wodnikiem rozkładamy się na stołach, reszta okupuję podłogę. Miejsca wystarcza nawet na rowery. Próbujemy zasnąć, aż tu nagle ktoś oświecił halogen. Nie jesteśmy tu sami :) Coś z gatunku lisowatego podchodzi do grafiku, sprawdza kiedy będą strzelać i odchodzi do swojej nory. Załoga podłogowa poczuła potrzebę rozbicia namiotu w tym momencie.
Tej nocy wieje i ciężko zasnąć. Około 4 nad ranem walące szyszki doprowadzają nas niemal do zawału serca. Długo zajmuje nam dochodzenie kto nas chce zbombardować.
| Dystans | Czas jazdy | Prędkość średnia |
| 59km | 4h 18m | 13,5km/h |
Arni rules!
Poniedziałek 11 Styczeń 2010 8:47:12 pm
duckas