Home / Wyprawy / Szwajcaria 2009 / Szwajcaria 2009 - Limit pogodowy wyczerpany

Szwajcaria 2009 - Limit pogodowy wyczerpany

Dzisiaj od rana pogoda się miesza. Wstajemy i przygotowujemy się na przejażdżkę. Dzisiaj powinno iść bardzo lekko, bo w końcu jedziemy bez bagażu. Mama Ralpha pokazuje nam, że mamy przygotowanie na stole śniadanie. Nie odmawiamy oczywiście i przypominamy sobie jak smakuje masło i szynka. Poza tym w przenośnej lodówce jest jeszcze prawdziwy szwajcarski ser, mleko, chleb, rogaliki Crossant, dżem i sok pomarańczowy. Opróżnienie lodówki to była kwestia chwili. Dziękujemy za śniadanie i wyruszamy do Sankt Gallen. Mimo braku bagażu jedzie się strasznie. Ralph jest ciągle z przodu i ciężko go dogonić. Po drodze już zaczyna kropić. W Sankt Gallen, można już to nazwać deszczem. Przypinamy rowery na przydaszonym parkingu i wyruszamy na miasto.

Zwiedzanie Sankt Gallen zdecydowanie zwiedzimy w inny sposób niż dotychczasowe miasta. Idziemy do katedry St. Gallus und Otmar. Gdzieś z tyłu można znaleźć kolekcję podpisanych kamieni, gdzie widzimy kilka polskich podpisów. Następnie Ralph proponuje nam zobaczyć najstarszą bibliotekę. Nam wystarcza tylko zobaczyć cennik i powiedzieć - „Ralph, Alles klar”. Idziemy dalej, przechodzimy przez targowisko, a Ralph prowadzi nas do budki z lokalnymi specjałami. Już z daleka widać kolejkę jak za komuny, a od lady każdy odchodzi z tym samym. Wygląda to jak przypalona parówka z dwóch stron, a do tego sucha bułka. Nie, nie – to żadna parówka tylko St. Galler (Olma)-bratwurst! Jedyne 6 Franków – można zaszaleć. Ja z Arnim kupujemy jedną na pół – Ralphowi to już nie jest dziwne ;). Bratwursty zjedzone, więc przechodzimy do ostatniego, długo oczekiwanego przez Welę, punktu wycieczki – knajpa i piwo. Ralph wybiera dla nas knajpę na banie. Tą ostatnią godzinę w Sankt Gallen spędzamy przy (no i nazwy nie pamiętam). Powrót do Rorschach właściwie polega tylko na kręceniu kierownicą – to nam nie zostawia cienia wątpliwości dlaczego jazda w przeciwnym kierunku była tak męcząca. Na szczęście deszcz zrobił sobie chwilową przerwę. Ralph śpieszy się na mecz Bundesligi, a my kierujemy się do naszego kochanego Coop'a na ostatnie zakupy w Szwajcarii. Wykupujemy wszystkie nasze ulubione czekolady orzechowe, jogurty, piwo, sery i inne szmery bajery. Pozbywamy się nadmiarowych Franków, tak żeby wystarczyło jeszcze tylko na paliwo. Wychodzimy ze sklepu i dalej kapa z pogodą. Leje i leje, a miało być tak fajnie. Przecież w planach mieliśmy się teraz kąpać w Bodensee. Dochodzimy do wniosku, że nie ma sensu tu więcej wegetować tylko trza spadać do domu. Wracamy pod Musicschule i informujemy Ralpha, że jednak nie zostajemy do jutra. Ładujemy rowery na dach. Pogoda i tym razem zapewni nam kompleksowe mycie podczas jazdy. Ralph widząc jak sytuacja wygląda udostępnia nam kuchnię, żebyśmy mogli sobie bezstresowo ugotować makaron. Jemy, pakujemy wszystkie graty do aut, żegnamy się z Ralphem i jego rodzicami. Dziękujemy za gościnę i zapraszamy do Polski. Na drogę mama Ralpha daje nam jeszcze ciasto porzeczkowe. Około godz. 18 wyjeżdżamy z Rorschach. Przed granicą tankujemy do pełna (benzyna w Szwajcarii jest tańsza niż w Polsce). Teraz to już tylko cegła na gazie i byle do przodu. W Niemczech na autostradzie, w celu redukcji kosztów paliwa, zjeżdżamy z autostrady, żeby zatankować. Nie przewidzieliśmy, że Niemcom nie chce się pracować w nocy. Wszystkie stacje benzynowe są zamknięte. W baku mamy jeszcze opary, ale nie ryzykujemy – próbujemy zatrzymać kogokolwiek, żeby nam powiedział czy w mieście jest jakaś stacja czynna. Samochody omijają nas szerokim łukiem – najwyżej będziemy czekać na stacji aż ją otworzą. W końcu jeden z kierowców się zatrzymuje i mówi nam jak dojechać na najbliższą stację. Wracamy do domu około godz 9 rano.

 

Dystans Czas jazdy Prędkość średnia
28km 1h 25m 19,7km/h

 

Śniadanie w Rorschach

Śniadanie w Rorschach

 

Katedra St. Gallus und Otmar.

Katedra St. Gallus und Otmar.

 

Auf Wiedersehen Schweiz

Auf Wiedersehen Schweiz

 

Komentarze

Arni rules!

Paweł, napisałeś rewelacyjną relacje i po raz kolejny udowodniłeś światu, że marnujesz swoj talent pisarski:) A wyprawa wiadomo, zajebista.....w takie zimowe wieczory jest co wspominac. PZDR!

Dzieki

Przeczytalem calosc, bardzo inspirujace. Gratuluje ciekawej wyprawy :)

Gdzie można znaleźć streszczenie, bo klikam i klikam a wszędzie dużo tekstu...

fjsahfjhf

po ko lei:
JavaScript - http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js what's this ?
JavaScript - http://www.google-analytics.com/ga.js a tego chyba nie wykorzystujesz ?


Popraw błędy w nazwach własnych. Jezioro Bodeńskie.

Wyprawa

Ale wam zazdroszczę tej wyprawy. W zeszłym roku miałem plan objechać dookoła Alpy, włączając Alpy Szwajcarskie, niestety brak urlopu sprawił, że plany poszły do szuflady.
Relacja świetna, już dodałem stronę do ulubionych :)

pozdrawiam

Udało mi się przeczytać całość. Życzę kolejnych równie udanych wypraw jak ta. pozdrawiam