Szwajcaria 2009 - Każdy ma swój Sosnowiec
Spis artykułów
- Szwajcaria 2009
- Fahren nach Schweiz
- Z czterech na dwa
- Szwajcarska gościnność
- Każdy ma swój Sosnowiec
- muuuuuuu iha iha iha iha pfrfrfr
- MeeeeBeeee.... agroturystyki ciąg dalszy
- Hardcory 2009 czas zacząć
- Grimselpass
- Furkapass
- Pasta gaz, Where buy, How cost
- „AAAA, ALOOO!, HALOOO!, ALOOOOOO!”
- Precz z komerchą!
- I ty zostaniesz czy lider.com
- Byle do Rorschach
- Limit pogodowy wyczerpany
Wstajemy klasycznie około godz. 9. Właścicieli już nie ma. Wchodzimy do kuchni, a tam specjalna kupka dla nas. Czekolady, cukierki, sery, pieczywo i pamiątkowa pożegnalna kartka... W nocy trochę polało, ale dzisiaj znowu niebo bezchmurne i pełen żar. Aż żal się stąd ruszać. Jemy śniadanie na balkonie. Dzisiaj na śniadanie mamy kaszkę dla niemowlaków (do 9 miesięcy) z czekoladą. Podczas posiłku, do domu przyjeżdża listonosz. Korespondencję odbiera sąsiadka.
Wyjeżdżamy o 11. Dojeżdżamy do Zurzach. Tam zmieniamy ścieżkę nr 2 na nr 8. Jedziemy na zachód. Po drodze wieża widokowa na... kaczki na rzece Aare. Na tabliczkach można się dowiedzieć kiedy, jaki gatunek występuje, czym się charakteryzuje itp. Niestety kaczki na nasz widok chyba zwiały. W sumie z około 20 gatunków na tabliczkach zdetektowaliśmy 1. Nudy! Droga płaska jak stół, z prawej kukurydza, z lewej kalarepa, albo jakiś ciągnik kosi żniwa, czasem wjeżdżamy do jakiejś wiochy gdzie psy dupami szczekają. Występujące tutaj pojazdy zarejestrowane są na tablicach "SO"- czujemy się jak w Sosnowcu. Ogólnie zrobiło się jakoś biedniej. Dojeżdżamy do Brugg. Parkujemy nasze pojazdy pod Migrosem i idziemy na zakupy. Wodnik pilnuje naszego złomu i udziela wywiadów przechodniom, których zazwyczaj interesuje skąd jesteśmy. Statystycznie średnio 3/4 osób przygląda się naszemu garncowi. Market Migros nie przypada nam do gustu. Produkty są droższe i brak przecen. Ceny są tylko nadrukowane na towar, co jest bardzo uciążliwe, bo trzeba wszystko dotykać i odwracać na drugą stronę, żeby zobaczyć co ile kosztuje. Zakupy uzupełniamy w Coop. Tam nasz wzrok koncentrujemy na okrągłych pomarańczowych nalepkach "50% gunstiger". W Szwajcarii wszystkie produkty spożywcze mają dwie daty ważności. Pierwsza to data do której można produkt sprzedać, a druga to data do której można produkt spożyć. Produkty, które w następnym dniu nie mogą być sprzedawane przeceniane są o 50%.
Wyjeżdżamy z miasta i szukamy miejscówki na obiad. Ciężko cokolwiek znaleźć. W końcu zatrzymujemy się nad rzeką. Chyba nie jest tu za czysto, bo po wyjściu z wody wszystkie muchy na nas lecą. Trochę obijania się i jedziemy dalej. Powoli krajobraz zaczyna się zmieniać. W oddali widać góry. Przejeżdżamy po drodze przez Aargau. Nasze zwiedzanie miasta polega na upolowaniu cywilizowanego kibelka, potem runda przez główne alejki w centrum, fotka i Auf wiedersein. W międzyczasie obserwujemy urodę szwajcarek i panującą tu modę. Pojęcie ładna szwajcarka tu nie funkcjonuje. Szwajcarom się chyba też nie podobają i dlatego w ramach protestu to oni się malują. Większe miasta to prawie jedyna okazja, by zobaczyć młodych ludzi. Albo wszyscy wyjechali, albo się chowają po kątach. Ale i tak wg. moich obserwacji, Szwajcaria to naród na wymarciu, kraj kwitnących emerytów. To samo chyba zauważyli właściciele sieci marketów Coop. Wychodząc naprzeciw wymaganiom klienta instalują lupę do każdego wózka.
Jedziemy dalej. Koło Olten Wela się stracił. Nie wiem jak to się stało, ale jak już żeśmy się spotkali to na siłę udowadniał nam, że to myśmy się stracili.
Około godz. 19 to już klasyczna pora na szukanie miejscówki do spania. Kilka kilometrów za Olten widzimy ciekawe miasteczko za rzeką z ruinami zamku na wzgórzu - Aarberg. Szybkie głosowanie: "Śpimy na zamku czy jedziemy dalej?" Drogą demokratycznych wyborów wygrała opcja "Zamek". Po wjechaniu do miasta, zamek znika, dlatego próbujemy na czuja jakoś tam trafić. Po drodze Wela zagaduje gospodarza o noclegi w pobliżu. Stary chop zaczyna głośno myśleć, w końcu tłumaczy nam drogę na campingplatz w innym mieście, który i tak nas w ogóle nie interesuje :). Wela zmienia temat, bo przecież zanim pójdziemy spać chcemy zobaczyć jeszcze ruiny zamku! Dziadek rozgadał się zaś na 10 minut, a tu się już szarzy. Po drodze na zamek, zauważamy nasz Hotel 6*. Nie ruszamy się stąd. Koło strzelnicy, ukrytej w środku lasu, jest plac zabaw, a na nim dwukondygnacyjna budowla z dachem pokrytym papą, z przydaszonym parkingiem dla rowerów i wejściem dla niepełnosprawnych. Obok miejsce na ognisko, sikacz, hasiok, płyn do mycia naczyń i gąbka. Czegoż można chcieć więcej? Wypas! Europa, XXI wiek. Jemy kolację i obserwujemy czy w ogóle pojawi się tutaj ktoś żywy. Spokój, może poza dwoma kolesiami jeżdżącymi na piździku co jakiś czas. Rowery parkujemy na parkingu, rozkładamy się w naszym luksusowym hotelu i idziemy spać. Za kilkanaście minut słychać jakiś przechodniów. Świecą nam latarką po oknach - pewnie usłyszeli chrapanie Wodnika. Wystraszyli się chyba :D Coś tam do siebie powiedzieli i zdecydowanie przyspieszyli kroku. Noc jest ciepła i spokojna.
| Dystans | Czas jazdy | Prędkość średnia |
| 90km | 4h 59m | 17,7km/h |
Arni rules!
Poniedziałek 11 Styczeń 2010 8:47:12 pm
duckas