Home / Wyprawy / Szwajcaria 2009 / Szwajcaria 2009 - Grimselpass

Szwajcaria 2009 - Grimselpass

Kolejny dzień. Do pogody nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Grzeje po łbach pełną mocą. Wstawanie idzie jeszcze oporniej niż każdego dnia z wiadomych przyczyn. Dzisiaj przydałby się długo oczekiwany przez Duckę „day off”. Ale tu na łączce to bez sensu. Pełno domków na około, a w każdym z nich pewnie już czyhają babcie z lornetkami na etacie. Przeczuwając, że decyzja nie padnie za szybko wyruszam na poszukiwanie 230V, żeby naładować akumulator do aparatu. Kieruję się do źródła szumu, który słychać z niedaleka. Za pierwszą chatką jakiś dziadek myje samochód myjką ciśnieniową. Stoję i czekam chwilę... może mnie zauważy. Dostrzegam jego musztardówy na oczach, więc używam bodźca akustycznego: „Aloooou”. To było skuteczne. Językiem niemieckomigowym pokazuję i mówię „Sztrom eine Stude”. Delikwent zdecydowanie nie ma wbudowanej wielozadaniowości, ponieważ zapomina, że trzyma sikawkę w ręce. Podczas gdy chłop myśli o co ja chcę i co mi odpowiedzieć, strumień wody zaliczył już dom właściciela, plac sąsiada i samego operatora sikawki. Dziadek podchodzi do szopy i wtedy właśnie dochodzi do niego, że trzyma w ręku aktywną broń. Pokazuje mi, że mam sobie poszukać tam gniazdka. Na szczęście gniazdko jest kompatybilne z moją wtyczką. Wracam do naszego obozu i ustalamy plan na dzisiaj. Opcja pierwsza to byczenie się nad Brienzersee (trzeba się wrócić około 10km). Opcja druga to jedziemy dalej zaplanowaną trasą. Mnie i Arniemu nie chce się nigdzie ruszać, tym bardziej, że pogoda zachęca do wygrzewania kości. Wela przekonany jest, że nie mamy czasu i trzeba jechać dalej, a opalać to się można w Rorschach. Wodnik, najchętniej przejechałby się na księżyc i z powrotem, bo mu ciągle mało, a Ducka w ogóle nie rozumie dlaczego o tej godzinie jest już na nogach. W końcu decydujemy się jechać dalej i po drodze szukać jakiejś miejscówki, żeby zatrzymać się tam na kilka godzin. No to jedziemy. Nie ma zlituj się. Cały czas pod górę. Dzisiaj jedzie się okropnie. Z Meringen ścieżka rowerowa prowadzi po głównej drodze. Jedziemy z całym ruchem samochodowym. Jest weekend i praktycznie non-stop wyprzedzają nas motocykle, a wszyscy się na nas gapią jakby to nigdy nie widzieli frajerów z polski na rowerach. Jeszcze kilka kilometrów i dojeżdżamy nad rzeczkę Aare. Miejscówka o typowym szwajcarskim standardzie: grill, stół, ławeczka, woda i cisza. Woda w rzece ma temperaturę w sam raz dla klubu morsów, ale mimo to decydujemy się kąpać. Przy okazji odświerzamy ubrania, a w międzyczasie szef kuchni serwuje makaron: dzisiaj świderki w sosie pomidorowym mmm :) Tak około godz. 15 znudzeni postanawiamy jechać dalej. Przed nami Grimselpass. Widoki super, ale jedzie się okropnie! Najgorsze jest to, że jakoś sikacze zniknęły. Bez wody i ciągle pod górę. Zaczęły się tunele, bez możliwości objazdu. W środku, ryk motorów jest spotęgowany i przez to ciężko określić czy znajdują się metr czy sto metrów za nami. W końcu trafiamy do wioski Guttannen, gdzie jest sikacz i to w miarę nowy, bo z 2005 roku. Przy okazji Wodnik łata dętkę, a wszystkim bije na łeb. Za chwilę koło sikacza wygląda jak w śmigus dyngus. Sikacz również dobrze sprawdza się w roli lodówki dla czekolady, która już dawno zdążyła zmienić stan skupienia. O godzinie 18:50 dojeżdżamy do jeziora Baterischsbodensee (1767m). Ruch na drodze spadł prawie do zera. Pogoda zaczyna się psuć. Burzowe chmury powoli nadciągają i wieje jak w kieleckim między blokami, ale my nie mamy innego wyjścia, dlatego powoli posuwamy do przodu. Po drodze następne jezioro Grimselsee (1909m) no i w końcu wjeżdżamy na Grimselpass o godz. 20. Na przełęczy jest hotel, parking na którym stoi kilka camperów i... fajne miejsce na namiocik :) Wela zagaduje jakiegoś Szwajcara, który dotarł tu na motorze. Gość twierdzi, że namiot w tym miejscu to całkiem dobry pomysł i nikt nie będzie z tego robił problemów. W hotelu obsługa mówi, że to nie jest ich teren więc „róbta co chceta”. Rozbijamy się za chatką, żeby choć trochę ochronić się od wiatru. W Szwajcarii dzisiaj jest święto Federacji. W hotelu już z daleka słychać gwar turystów. O godz. 22 wszyscy wyszli na zewnątrz i rozpoczął się pokaz fajerwerków. Każdy trzyma w ręku i wymachuje flagą Szwajcarii. Za chwilę impreza przenosi się do hotelu. My też wciskamy się do środka, żeby się trochę ogrzać. Zamawiamy jakieś napoje i obserwujemy co się dzieje. Za chwilę podchodzi do nas nieco wstawiony gość i zagaduje w języku „uniwersalnym”. Przy okazji stawia nam po drinku. Jak się okazuje, cała ekipa imprezowiczów to obsługa hotelu rodem z Portugalii. Teraz już nie mamy wątpliwości dlaczego tu jest tak głośno. Dowiadujemy się też, że prognozy pogody na najbliższe dni pozwolą nam bardziej popływać niż pojeździć. Po jakimś czasie udajemy się do naszych namiotów i zdajemy sobie sprawę, że zapasy jedzenia są bliskie wyczerpaniu, a na dodatek jutro jest niedziela – wszystkie sklepy pozamykane. Robimy galaretkę na jutrzejsze śniadanie, przy okazji dogrzewając w namiocie kuchenką gazową. Na jutro mamy jeszcze kawałek chleba, chińską zupkę i kilka kostek czekolady na 3 osoby.

 

Dystans Czas jazdy Prędkość średnia
33km    

 

Meringen - poranne zbieranie gratów do kupy

Meringen - poranne zbieranie gratów do kupy

 

Aare, klimatyzacja wodna

Aare, klimatyzacja wodna

 

Objazd tunelu w drodze na Grimselpass

Objazd tunelu w drodze na Grimselpass

 

Sikacz w Guttannen

Sikacz w Guttannen

 

Za chwilę do tunelu

Za chwilę do tunelu

 

Wszyscy zadowoleni, bo jest chwila odpoczynku

Wszyscy zadowoleni, bo jest chwila odpoczynku

 

Tu się pasie krowa

Tu się pasie krowa

 

A tu też się pasie...

A tu też się pasie...

 

W drodze na Grimselpass

Że to nie potrafią zrobić drogi prostej.... :)

 

Nad Grimselsee

Nad Grimselsee

 

Polska biało-czerwnoni

Polska biało-czerwnoni

 

Widok z przełęczy Grimselpass

Widok z przełęczy Grimselpass


 

Świętujemy w hotelu

Świętujemy w hotelu

 

Komentarze

Arni rules!

Paweł, napisałeś rewelacyjną relacje i po raz kolejny udowodniłeś światu, że marnujesz swoj talent pisarski:) A wyprawa wiadomo, zajebista.....w takie zimowe wieczory jest co wspominac. PZDR!

Dzieki

Przeczytalem calosc, bardzo inspirujace. Gratuluje ciekawej wyprawy :)

Gdzie można znaleźć streszczenie, bo klikam i klikam a wszędzie dużo tekstu...

fjsahfjhf

po ko lei:
JavaScript - http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js what's this ?
JavaScript - http://www.google-analytics.com/ga.js a tego chyba nie wykorzystujesz ?


Popraw błędy w nazwach własnych. Jezioro Bodeńskie.

Wyprawa

Ale wam zazdroszczę tej wyprawy. W zeszłym roku miałem plan objechać dookoła Alpy, włączając Alpy Szwajcarskie, niestety brak urlopu sprawił, że plany poszły do szuflady.
Relacja świetna, już dodałem stronę do ulubionych :)

pozdrawiam

Udało mi się przeczytać całość. Życzę kolejnych równie udanych wypraw jak ta. pozdrawiam