Szwajcaria 2009 - Fahren nach Schweiz
Spis artykułów
- Szwajcaria 2009
- Fahren nach Schweiz
- Z czterech na dwa
- Szwajcarska gościnność
- Każdy ma swój Sosnowiec
- muuuuuuu iha iha iha iha pfrfrfr
- MeeeeBeeee.... agroturystyki ciąg dalszy
- Hardcory 2009 czas zacząć
- Grimselpass
- Furkapass
- Pasta gaz, Where buy, How cost
- „AAAA, ALOOO!, HALOOO!, ALOOOOOO!”
- Precz z komerchą!
- I ty zostaniesz czy lider.com
- Byle do Rorschach
- Limit pogodowy wyczerpany
Umówiliśmy się o 4 rano pod domem Wodnika. Przyjeżdżamy może z 5 minutowym poślizgiem. Na placu Wodnika ciężko postawić stopę. Wodnik się pakuje. Po krótkiej analizie jego bagażu dochodzę do wniosku, że Wodnik zamiast jeździć na rowerze po Szwajcarii ma zamiar zrobić duży piknik nad jeziorem i delektować się polskimi produktami spożywczymi, które stanowią jakieś 70% jego ekwipunku. Zaczyna się nieciekawie, bo dowiadujemy się, że Wela dopiero wstał z łóżka. Pierwsze łacińskie zwroty wypuszczone w eter i czekamy. O godz. 4.47 zza zakrętu wynurza się długo oczekiwany niebieski VW Polo z rowerem na dachu. Po krótkim OPR, Wela z Wodnikiem przystępują do zapinania roweru na dach. Na szczęście jadą we dwójkę, więc pakowanie bagaży polega na przerzuceniu wszystkich gratów luzem do bagażnika i na tylne siedzenia. Około godz 5 wyruszamy w drogę. Na autostradzie jest nudno jak na lekcji języka polskiego. W Niemczech jest już trochę ciekawiej, bo czasem nas jakaś lepsza fura wyprzedza. Dzisiejsza pogoda zapewnia wieloetapowe mycie i wygrzewanie naszych pojazdów. Ogólnie mówiąc cegła na gazie i jakoś się kulamy te 120km/h. Nasz łapczywy Fusion popisuje się rekordowym spalaniem na poziomie 11l/100km.
Dla Weli to pierwsza dłuższa wyprawa samochodem za kółkiem. Zapałki w oczach, oczy kwadratowe, ale udaje mu się pokonać 1000km za jednym zamachem, co podobno, jak sam stwierdził, daje mu tytuł "twardy tyłek".
Około godz. 18 dojeżdżamy do Rorschach. Tam czekają na nas rodzice Ralpha. Po krótkiej rozmowie jedziemy jeszcze okąpać się w jeziorze Bodeńskim. Woda raczej zimna. Podobno przez ostatni tydzień słońce tutaj nie zawitało.
Jest godz 19 – słońce świeci, ale miasto śpi. Jest w miarę ciepło, a na miejskim kąpielisku dostrzegamy może 3 ludzi. To taki pierwszy szok. Śpimy koło Music schule na terenie wyznaczonym przez rodziców Ralpha. Naszych namiotów strzeże stado kur krzątających się obok.
Arni rules!
Poniedziałek 11 Styczeń 2010 8:47:12 pm
duckas