Home / Wyprawy / Szwajcaria 2009 / Szwajcaria 2009 - Byle do Rorschach

Szwajcaria 2009 - Byle do Rorschach

Kolejny słoneczny dzień – budzi nas wysoka temperatura w namiocie. Wychodzimy z tej budy, obok, na polnej uliczce już spacerują ludzie, nawet rolnik ze swoim ciągnikiem się tu przewija. Wszyscy tylko patrzą i się uśmiechają. Wodnik widząc tempo wybierania się Ducki organizuje sobie jeszcze śniadanie. Zanim Wodnik zjadł Ducka zdążył się wygramolić. My też coś konsumujemy i wyruszamy w kierunku Rorschach. Cała ekipa dość szybko gna do przodu. Nie wiem czemu, ale Wela chce być jak najszybciej na miejscu. Mnie jakoś się nie chce szybko jechać, dlatego jadę z tyłu, tak po emerycku. Droga zrobiła się mega nudna. Ciągle wąska płaska droga przez wsie. W końcu zaczynam się zastanawiać gdzie jadę, bo dawno nie widziałem oznaczenia ścieżki rowerowej, a reszty ekipy już od dłuższego czasu nie widać. Mimo że jadę w dobrym kierunku po głównej drodze, wracam się. Znajduję przeoczony znak i teraz jadę tak jak trzeba. Nadrobiłem jedynie 16km. Teraz przynajmniej mam okazję zaobserwować, że ścieżki rowerowe w Szwajcarii są tak zrobione, żeby jechało się jak najlżej. Ścieżki prowadzone są wzdłuż rzek, żeby było równo i nudno. Zastanawia mnie gdzie jest reszta. Jadę do Altstätten - pierwszego miasta na ścieżce. Pewnie tam czekają na mnie. Miasto objeżdżam z każdej strony, ale nikogo nie ma. Kontaktujemy się telefonicznie – ustalamy, że mam czekać na nich na granicy Austriacko-Szwajcarskiej, bo oni pojechali inną drogą. Nie mam mapy, ale z tego co pamiętam to przejście graniczne jest w St. Margrethen i tam też jadę. Nudność ścieżki na stałym poziomie. Fajnie, że Szwajcarzy o tym pomyśleli i dla urozmaicenia trasy co jakiś czas trzeba przejechać na drugą stronę rzeki. W St. Margrethen wjeżdżam na Austriacką ścieżkę rowerową i czekam na resztę. Dwie godziny wyleguję się na ławce i nic. W międzyczasie wyganiam z mojej nogi drugą część kleszcza. Dzisiaj moim głównym pożywieniem jest suchy chleb, zagryzany czekoladą. Jeszcze kilka razy telefonicznie próbujemy ustalić swoje położenie, ale wciąż się gdzieś mijamy. Umawiamy się w końcu na kąpielisku w Staad. Około godziny 18 spotykamy się wreszcie. Dzisiaj temperatura wody jak i zawartość moczu w Bodensee jest znacznie większa niż 2 tygodnie temu. Mnóstwo ludzi i małych dzieci korzysta z idealnej pogody.

Nad jeziorem siedzimy aż do zmroku, a potem wracamy do naszych samochodów. Na miejscu rozmawiamy z Ralphem i jego rodzicami. Mama Ralpha zaprasza nas na zasłużone piwo, jak sama stwierdziła. Już za chwilę siedzimy razem przy stole i konsumujemy piwo wraz z dodatkami w postaci sera, paluszków, krakersów, chipsów. Chwalimy się gdzie byliśmy i co zobaczyliśmy, oglądamy zdjęcia (szkoda, że jeszcze nieocenzurowane :). Umawiamy się na jutro z Ralphem na wycieczkę do Sankt Gallen. Przy okazji pytamy, czy możemy jeszcze jutro przekoczować na ich ogródku. O godzinie 22 nasi gospodarze idą do domu, a my wyciągamy palnik i jeszcze dłuższą chwilę imprezujemy przy naszych własnych specjałach. Ustalamy plan powrotu do domu i idziemy spać.

 

Dystans Czas jazdy Prędkość średnia
70km 3h 46m 18,7km/h

 

Piwo w Austrii

Piwo w Austrii

 

Plaża miejska w Staad

Plaża miejska w Staad

 

Komentarze

Arni rules!

Paweł, napisałeś rewelacyjną relacje i po raz kolejny udowodniłeś światu, że marnujesz swoj talent pisarski:) A wyprawa wiadomo, zajebista.....w takie zimowe wieczory jest co wspominac. PZDR!

Dzieki

Przeczytalem calosc, bardzo inspirujace. Gratuluje ciekawej wyprawy :)

Gdzie można znaleźć streszczenie, bo klikam i klikam a wszędzie dużo tekstu...

fjsahfjhf

po ko lei:
JavaScript - http://pagead2.googlesyndication.com/pagead/show_ads.js what's this ?
JavaScript - http://www.google-analytics.com/ga.js a tego chyba nie wykorzystujesz ?


Popraw błędy w nazwach własnych. Jezioro Bodeńskie.

Wyprawa

Ale wam zazdroszczę tej wyprawy. W zeszłym roku miałem plan objechać dookoła Alpy, włączając Alpy Szwajcarskie, niestety brak urlopu sprawił, że plany poszły do szuflady.
Relacja świetna, już dodałem stronę do ulubionych :)

pozdrawiam

Udało mi się przeczytać całość. Życzę kolejnych równie udanych wypraw jak ta. pozdrawiam